Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Sen zmienia się w rzeczywistość

Monday, November 17th, 2008

Podobnie jak wielu Żydów, The­odor Herzl - paryski kore­spondent wiedeńskiej gazety -był głęboko wstrząśnięty rażącym antysemityzmem oskarżycieli ka­pitana Alfreda Dreyfusa. Pomyłka sądu skłoniła go do zastanowienia się nad przyszłością rozproszonego po całym świecie narodu żydow­skiego. W 1896 r. Herzł opubliko­wał Państwo żydowskie (Der Ju-denstaat), brzemienny w skutki traktat, w którym postulował, aby naród żydowski osiedlił się w Pale­stynie, swej historycznej ojczyźnie przez stulecia niedostępnej dla Ży­dów. Stając się założycielem tego, co później zyskało miano ruchu sy­jonistycznego, T. Herzl poświęcił resztę życia na propagowanie swej idei. Gdy umierał, w 1904 r., Żydzi osiedlali się już na tym stanowią­cym wówczas część osmańskiego imperium terytorium.Pod koniec I wojny światowej, objąwszy zarząd nad zdobytą na Turkach Palestyną, Wielka Bryta­nia próbowała spełnić wojenne obietnice i założyć tam państwo żydowskie.

Wywołało to protesty arabskich mieszkańców tych ziem. Gdy Bry­tyjczycy próbowali osłabić ten pro­ces, zaczęli protestować imigranci - zwłaszcza po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r., kiedy ucieczka do Palestyny stała się dla wielu eu­ropejskich Żydów jedynym ratun­kiem przed zagładą.

Sprawa powstania państwa ży­dowskiego nabrała impetu dopiero po pokonaniu Niemiec w II wojnie światowej. Narody Zjednoczone przegłosowały podział Palestyny pomiędzy Arabów i Żydów. W dniu zakończenia panowania brytyj­skiego - 14 maja 1948 r. - zostało proklamowane Państwo Izrael.

Sprawa wznowiona

Monday, November 17th, 2008

Wydawało się, że proces i skazanie Zoli podzieli­ły naród na dwa obozy: obrońców armii oraz tych, którzy wierzyli w niewinność Dreyfusa. Za swoją rolę w ujawnieniu spisku Picąuart został wydalony z wojska - choć później nastąpiła zmiana decyzji i przyjęto go znowu. 30 sierpnia 1898 r. Henry załamał się podczas śledztwa, przyznał do fałszerstw i został aresztowany. Na­stępnego dnia poderżnął sobie gardło brzytwą. Esterhazy zbiegł do Londynu, gdzie przyznał się do winy. Pozostał na wygnaniu aż do śmierci ćwierć wieku później.

W czerwcu 1899 r. werdykt sądu wojennego w sprawie Dreyfusa został uchylony i zarządzo­no nowy proces. Po pięciu latach więzienia moc­no postarzały eks-kapitan został sprowadzony do Francji, aby jeszcze raz stanąć przed oskarży-

cielami. Niestety, 9 września niejednomyślna de­cyzja sądu wojennego pozbawiła go nadziei na oczyszczenie z zarzutów. Uznany winnym zdra­dy, lecz przy pewnych okolicznościach łagodzą­cych, Alfred Dreyfus został skazany na 10 lat aresztu. Dla Zoli werdykt ten był pełen ?igno­rancji, szaleństwa, okrucieństwa, fałszu i zbrod­ni”. Przyszłe pokolenia odrzucą go ze wstrętem - przewidywał pisarz, dodając: ?Jezusa skazano tylko raz”.

Biorąc pod uwagę pogarszający się stan zdro­wia Dreyfusa, 10 dni później, minister wojny ułaskawił go. Akt łaski, jak wyjaśnił, miał ?wy­mazać wszelkie ślady bolesnego konfliktu”. Przyjmując niechętnie to ułaskawienie, Dreyfus poprzysiągł, że nadal będzie domagał się windy­kacji. ?Moje serce nie zazna spokoju, dopóki choć jeden Francuz będzie mi przypisywał obrzydliwą zbrodnię, którą popełnił ktoś inny.”

Po siedmiu latach uporczywych zabiegów i starań, 12 lipca 1906 r. stronnikom Dreyfusa udało się uzyskać uchylenie wyroku drugiego są­du wojennego. Dreyfus został przywrócony do armii i awansowany do stopnia majora. W trak­cie ceremonii w Ecole Militaire został 20 lipca oficjalnie rehabilitowany. Przyznano mu też Le­gię Honorową. ?Niech żyje Dreyfus!” - rozległy się okrzyki. ?Nie - odparł bohater. - Niech żyje prawda.”

Oskarżam!

Monday, November 17th, 2008

Nie dało się uniknąć przecieków do prasy na te­mat nowych dowodów w sprawie Dreyfusa. Co więcej, w armii i kręgach rządowych narastały podejrzenia, że wplątany jest w nią inny wino­wajca, dotąd pozostający w cieniu.

Obawiając się, że jego próby wskazania na Es-terhâzy’ego zostaną zablokowane przez wyższe dowództwo armii, Picquart ujawnił te odkrycia swojemu adwokatowi, którego upoważnił do po­informowania o nich rządu. Adwokat doniósł pewnemu życzliwemu senatorowi, że być może uda się dowieść, iż bordereau zostało napisane ręką Esterhâzyego, nie zaś Dreyfusa, a senator powiedział o tym bratu Alfreda, Mathieu. 15 li­stopada Mathieu Dreyfus formalnie oskarżył Es­terhâzyego o zdradę, za którą został skazany je­go brat. Dopilnował też, aby kopia listu, który wysłał do ministra wojny, trafiła do jednej ze znanych paryskich gazet.

Postanawiając posłużyć się kłamstwem, Ester­hazy zażądał sądu wojennego. Wojsko zdecydo­wanie poparło kłopotliwego oskarżonego, więc sędziowie pośpiesznie uwolnili Esterhâzyego. Według pisarza Emila Zoli werdykt, był ?osta­tecznym ciosem zadanym prawdzie, zadanym całej sprawiedliwości”.

Zola wystosował 13 stycznia 1898 r. list otwar­ty do prezydenta republiki Félixa Faure’a pod ty­tułem J’Accuse…! (Oskarżam). Został on opubli­kowany na pierwszej stronie L’Aurore, liberalnej gazety wydawanej przez przyszłego premiera Georgesa Clemenceau. W swoim liście Zola oskarżał z nazwiska siedmiu wysokich oficerów i trzech grafologów o sfabrykowanie dowodów przeciwko Dreyfusowi oraz o zmowę zmierzają­cą do ukrycia ich winy, kiedy fakty dotyczące tej sprawy stały się znane.

Zgodnie z intencją Zoli to sensacyjne oskarże­nie sprawiło, że wytoczono mu proces o zniesła­wienie. Po burzliwych rozprawach, w trakcie których w pełni wyszła na jaw dwulicowość ar­mii, Zola został uznany winnym, ukarany grzywną w wysokości 3000 franków i skazany na rok więzienia. Czekając na drugą rozprawę w związku z wniesioną przez siebie apelacją, Zo­la uciekł do Anglii, gdzie poprosił o azyl. Został tam do czerwca 1899 r.

Na tropie prawdziwego winowajcy

Monday, November 17th, 2008

Latem 1895 r., kilka miesięcy po wywiezieniu Dreyfusa na Diabelską Wyspę, szefa kontrwy­wiadu Sandherra zastąpił na tym stanowisku podpułkownik Marie-Georges Picquart. Ponie­waż wojskowi zdawali sobie sprawę, że oskarże­nie Dreyfusa opiera się na bardzo słabych pod­stawach, Picquart miał przechwytywać i czytać całą korespondencję więźnia. Kazano mu też na­dal przeglądać papiery z koszy na śmieci, które sprzątaczka wciąż wynosiła z ambasady. W mar­cu 1896 r. Picquart dostał od niej podarte frag­menty petit bleu, specjalnego formularza handlo­wego na cienkim niebieskim papierze używane­go tylko w Paryżu. Ów list, najwyraźniej podar­ty i wyrzucony przed wysłaniem, był zaadreso­wany do majora Marie-Charlesa-Ferdinanda Walsin-Esterhäzyego. Zawierał prośbę o ?do­kładniejsze wyjaśnienia niż te, których udzielił mi pan poprzednio w wiadomej sprawie”.

Esterhazy był synem z nieprawego łoża fran­cuskiego generała pochodzącego z niezwykle bo­gatej rodziny węgierskiej. Choć był mężem za­możnej kobiety, wydawało się, że nigdy nie star­cza mu pieniędzy na rozwiązłe życie, jakie pro­wadził w Paryżu.

Wyczuwając, że jest na tropie kolejnego szpie­ga, Picquart kazał śledzić Esterhäzyego. Dwu­krotnie widziano go, jak odwiedzał niemiecką ambasadę. W sierpniu szef kontrwywiadu prze­chwycił dwa listy Esterhäzyego. Charakter pi-

sma był identyczny z tym w bordereau, jedynym dowodzie rzeczowym w sprawie kapitana Alfreda Dreyfusa.

Kiedy Picquart chciał udowodnić, że to Ester­hazy a nie Dreyfus, jest zdrajcą, pewien wyższy oficer radził mu, żeby nie rozpoczynał na nowo tej sprawy. ?Jaka to dla ciebie różnica, jeśli ten Żyd zostanie na Diabelskiej Wyspie?” - zapytano Picquarta. ?Nie zabiorę z sobą tej tajemnicy do grobu” - odparł. Dowiedziawszy się, że jego szef może dowieść niewinności Dreyfusa, major Hen­ry rozpoczął fabrykowanie nowych dowodów ob­ciążających więźnia.

Oskarżenie, proces, skazanie

Monday, November 17th, 2008

W sobotni ranek 13 października kapitan Drey­fus otrzymał dziwne wezwanie. W następny po­niedziałek rankiem miał się stawić w cywilnym ubraniu u szefa sztabu. Przyszedłszy tam, zastał dwóch oficerów oraz dwóch policjantów. Nie wiedział, że za kotarą ukrywa się major Henry. Zdu­mionemu kapitanowi kazano napisać podanie z żądaniem zwrotu ?dokumentów, które przeka­załem panu przed moim wyjazdem na manew­ry”. Zaczął pisać, ale nagle przerwał roztrzęsio­ny. Cóż to wszystko mogło znaczyć?

Jeden z oficerów rozwikłał tę szaradę, mó­wiąc: ?Dreyfus, aresztuję pana w imieniu prawa! Jest pan oskarżony o zdradę stanu.” Kapitan chciał wiedzieć, na jakiej podstawie. Powiedzia­no mu, że podstawy ?są przytłaczające”. Choć Dreyfus zapewniał o swojej niewinności i twier­dził, że uknuto przeciw niemu ?przerażający plan”, zabrano go do więzienia.

Prasa paryska doniosła o tym aresztowaniu dopiero 1 listopada. ?Zdrada stanu. Aresztowa­nie żydowskiego oficera Alfreda Dreyfusa” - za­chłystywało się jedno z antysemickich pisemek. Zaczęto domagać się publicznego procesu. Kolej­na gazeta twierdziła, że proces zamknięty ?prze­dłużyłby jedynie skandal”. Lecz kiedy 19 grud­nia Dreyfus pojawił się przed siedmioosobowym sądem wojennym, przy pierwszej wzmiance obrony o Jedynym dowodzie rzeczowym - bor­dereau”, publiczność została wykluczona z udziału w procesie.

Dwóch z pięciu grafologów, których poproszo­no o zbadanie dokumentu, stwierdziło, że Drey­fus nie mógł go napisać. Trzech uznało, że mógł. Jeden z nich, Alphonse Bertillon, zaprzeczył swojemu wcześniejszemu oświadczeniu, że cha-

rakter pisma w zdaniach, które 15 października Dreyfus napisał pod dyktando w biurze szefa sztabu, różni się od tego w bordereau. Bertillon zasugerował, iż w trakcie owego dyktanda oskar­żony ukrywał swój własny charakter pisma. Na­pisane w obecności czterech świadków zdania były fałszerstwem!

Po czterech dniach nieprzekonywających ze­znań świadków oskarżenia i spokojnej, rzeczo­wej mowie oskarżonego, sędziowie udali się na naradę. W tym momencie pojawił się posłaniec z przesyłką od ministra wojny. Zamiast nowego dowodu, którego się spodziewali, sędziowie zna­leźli w niej pismo ministra praktycznie nakazu­jące im uznać Dreyfusa winnym. Tego samego wieczoru skład sędziowski jednogłośnie postano­wił skazać oskarżonego za zdradę.

?Ten łajdak D”

Monday, November 17th, 2008

Sąd, skazanie, degradacja oraz zesłanie Alfreda Dreyfusa na Diabelską Wyspę były punktem kul­minacyjnym afery szpiegowskiej, która w 1894 r. przez wiele miesięcy emocjonowała Francję. Był to zaledwie początek tego, co miało stać się zna­ne jako sprawa Dreyfusa. Ta szokująca pomyłka sądowa ostro podzieliła i niemal sparaliżowała francuską armię i rząd na następne 12 lat.

Przeżywając poniżającą klęskę w wojnie fran-cusko-pruskiej 1870-71, francuski kontrwywiad uważnie obserwował ambasadę niemiecką w Pa­ryżu, a zwłaszcza jej attaché wojskowego podpuł­kownika Maximiliena von Schwartzkoppena. Z odzyskanych przez sprzątaczkę ambasady pa­pierów Francuzi dowiedzieli się, że Schwartz-koppen otrzymywał plany ich fortyfikacji od agenta, który używał kryptonimu Jacques Du-

bois, albo ?ten łajdak D”, jak nazywał go nie­miecki oficer. Szef kontrwywiadu pułkownik Je­an-Conrad Sandherr i jego zastępca major Hu­bert Joseph Henry aż do 17 września 1894 r. nie mogli ustalić tożsamości zdrajcy.

Tego dnia major Henry otrzymał bordereau, czyli napisany ręcznie na cieniutkim papierze wykaz wojskowych informacji na sprzedaż. Były na nim m.in. szczegóły dotyczące nowego działa kaliber 120 mm, które, jak domyślił się Henry, mogły zostać dostarczone jedynie przez oficera artylerii ze sztabu generalnego. Przeglądając spis, major znalazł nazwisko Alfreda Dreyfusa. Charakter pisma w raporcie, który Dreyfus napi­sał rok wcześniej, był na pierwszy rzut oka po­dobny do tego w bordereau. Henry bez trudu przekonał swoich kolegów, że ?tym łajdakiem D” jest Dreyfus. Nikt nie wspomniał o tym, że jako Żyd jest on wygodnym kozłem ofiarnym. Atmos­fera panująca w elitarnym francuskim korpusie oficerskim sprzyjała traktowaniu Żydów jako elementu obcego. Urodzonego w Alzacji Dreyfu­sa podejrzewano o proniemieckie sympatie, mi­mo iż jego rodzina opuściła tę sporną prowincję, kiedy przed dwoma dekadami została ona zajęta przez Niemców.

Pomyłka sądowa

Monday, November 17th, 2008

Z notatki znalezionej w koszu na śmieci niemieckiego attaché wojskowego w Paryżu wynikało, że francuski oficer sprzedaje tajne informacje potencjalnemu wrogowi. Aresztowanie, skazanie i deportacja Alfreda Dreyfusa na wiele lat podzieliły Francję na dwa obozy.

Na dziedzińcu paryskiej Ecole Militaire żołnierze stoją w szeregu na baczność. Patrzą na więźnia prowadzonego przed oblicze siedzącego na koniu generała. Tłum zgromadzony na zewnątrz, jakieś 20 tys. ludzi, krzyczy: ?Śmierć zdrajcy! Śmierć Żydowi!” Owe­go sobotniego ranka, 5 stycznia 1895 r, punktu­alnie o dziewiątej, zostaje odczytany wyrok i ge­nerał oświadcza: ?Alfredzie Dreyfus, nie jesteś godzien nosić munduru i broni. W imieniu ludu francuskiego degradujemy cię.”

?Żołnierze, oni degradują niewinnego człowie­ka, hańbią niewinnego człowieka - woła więzień. - Vive la France, vive l’armée!” Sierżant Gwardii Republikańskiej wychodzi z szeregu, pochyla się nad skazanym oficerem i zdziera z jego czapki oraz rękawów dystynkcje. Potem obrywa mu gu­ziki i lampasy ze spodni, a w końcu wyciąga z po­chwy szpadę i łamie ją na kolanie. Po przeprowa­dzeniu przed frontem oddziału, zhańbiony czło­wiek zostaje umieszczony w policyjnym furgonie i jak pospolity kryminalista zawieziony do miejskiego więzienia. Po drodze mija dom, w którym przeżył wiele szczęśliwych lat z żoną i dziećmi.

Jeszcze tego samego dnia trzydziestopięciolet­ni eks-kapitan pisze do ukochanej Lucie: ?Naj­droższa, zrób co tylko można, aby znaleźć win­nego; nie ustawaj ani na moment w wysiłkach… Jest gdzieś zdrajca, ale to nie ja.” Dwa tygodnie później zostaje umieszczony w pociągu, który je­dzie do portu La Rochelle, gdzie czeka statek mający zabrać go na Diabelską Wyspę w pobliżu Gujany Francuskiej, u północno-wschodnich wy­brzeży Ameryki Południowej. Dla większości więźniów ta okryta złą sławą kolonia karna oznacza wyrok śmierci.

Cuda dla naiwnych

Monday, November 17th, 2008

Niewielu ludzi w historii darzyło bliźnich głęb­szą pogardą, niż oszust znany jako Cagliostro, który bezustannie wymyślał intrygi zmierzające do pozbawienia głupców ich pieniędzy. Ten nie­poprawny łotr, ?niski, o śniadej cerze, tłustym ciele, okrągłej głowie i sztywnym karku”, przed­stawiał się jako Alessandro hrabia Cagliostro, choć w istocie był synem sycylijskiego kupca.

Urodzony w 1743 r. jako Giuseppe Balsamo, miał stworzyć dla siebie całą gamę osobowości i zawodów, dokładnie oceniając swe ofiary pod kątem ówczesnych przesądów. Rozpoczął karie­rę na Sycylii, skąd musiał szybko uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Później uprawiał swe sztuczki w Grecji, Egipcie, Arabii, Persji oraz na wyspie Rodos. Pobrawszy kilka lekcji al­chemii, pseudonauki o zamienianiu jednych substancji w inne, miał dostęp do kilku najzna­komitszych rodzin w Neapolu i Rzymie, gdzie poznał i poślubił Lorenzę Feliciani, pokrewną sobie duszę, która podróżowała z nim po całej Europie. Posługując się różnymi nazwiskami, małżonkowie sprzedawali napoje miłosne, elik­siry przywracające młodość oraz tajemne mik­stury, które miały zmieniać nieatrakcyjne kobie­ty w absolutne piękności. Zapewne dlatego, że wciąż przenosili się z miejsca na miejsce, udało im się zgromadzić znaczny majątek.

Wyprowadzanie w pole kardynała Rohana przez jakiś czas zapowiadało się na największy triumf Cagliostro. Jak na ironię stał się on jed­nym z podejrzanych w sprawie naszyjnika, czę­sto bowiem proponował swym klientom ?po­większanie” ich diamentów. Po zanurzeniu ka­mienia w mętnym płynie, wyciągał kryształ dwakroć większy od oryginału.


gify - Aranżacje wnętrz - wynajem pokoi zakopane - wyposażenie siłowni - pozycjonowanie stron - Kredyty - list motywacyjny - Transport międzynarodowy - opony